Historia Andrzeja Leppera to lekcja dla nas wszystkich. Każda władza kiedyś się skończy.

Data publikacji 15-lipiec-2017

W polityce, jak w życiu, nic nie jest dane na zawsze. W polityce, bardziej niż w życiu, prędzej czy później, przyjdzie zapłacić słony rachunek. W polityce, jak w życiu, czas leczy rany, po latach wypieramy z pamięci, to co złe, na wierzchu zostaje tylko dobre. Tak tworzą się legendy. Czy jedną z nich stanie się Andrzej Lepper?

Jako pierwszy w historii najnowszej polityk został bohaterem sztuki teatralnej. Kiedy żył, czuł się w takich wnętrzach nieswojo, ale jako bohater sztuki, dlaczego nie? Niewielu tak ciekawych, rozdartych wewnętrznie ludzi, przewinęło się przez życie publiczne w ostatnich latach.

Nasze drogi krzyżowały się wielokrotnie. Po raz pierwszy w połowie lat 90., w obskurnym barze piwnym Jaś, we wsi Sławsk Wielki. Znalazłem się tam przypadkowo, Lepper zakładał z garstką chłopów struktury Samoobrony. Wódkę popijali piwem, zagryzali smażoną kiełbasą. W rogu pod sufitem wisiał mały telewizor. Na ekranie przemawiał Bronisław Geremek. Jeden z działaczy ryknął na całą spelunę: „Ściągaj gacie, Żydu!". Reszta - z Lepperem na czele - parsknęła dzikim śmiechem.

Kilka lat później był już kandydatem na prezydenta RP (w 2000 r. zdobył ok. 1 proc. poparcia) i liderem największego związku zawodowego rolników. Był przywódcą chłopskim z prawdziwego zdarzenia, a struktury Samoobrony miały przyczółki w każdej gminie.

Kiedy dowiedział się, że Starostwo Powiatowe w Inowrocławiu chce likwidować jedyną w mieście szkołę rolniczą, stanął na czele protestującej młodzieży. Ludzie już rozpoznawali go na ulicy. Miał problem, żeby spokojnie przejść przez rynek. Co chwilę wsłuchiwał się w czyjeś żale. Ta pokładana w nim nadzieja wywindowała prymitywnego watażkę do Sejmu, później na fotel wicemarszałka, aż w końcu - wicepremiera rządu RP.

Tego dnia bardzo się spieszyłem na samolot. Byłem wściekły, dwa radiowozy na sygnałach blokowały wjazd w kierunku portu lotniczego. Zamach? Pożar? Katastrofa? Nic z tych rzeczy. Do Bydgoszczy przyleciał wicepremier Lepper. Ze względów bezpieczeństwa na czas przejazdu długiej kolumny limuzyn trzeba było zamknąć część dróg. Patrząc na migoczące koguty, zastanawiałem się, dokąd blichtr władzy zaprowadzi Leppera? Jak chłop z baru Jaś poradzi sobie, kiedy syreny ucichną, trzeba będzie wrócić do rodzinnego Zielnowa pod Darłowem? Byłem tam i widziałem - ruina bez sklepu, sypiący się przystanek, młodzi uciekli, starsi wegetowali. Wielkie poniemieckie obory i murowane stodoły robiły wrażenie, choć co czwarta dosłownie się waliła. Niemcy, potomkowie dawnych właścicieli, fotografowali je i płakali. Rządowa kolumna zaglądała z rzadka, w strachu o resory limuzyn na stuletnich, kocich łbach.

5 sierpnia 2011 r., martwy Andrzej Lepper znaleziony w swoim biurze przy Alejach Jerozolimskich w Warszawie. Miłośnicy teorii spiskowych natychmiast wypuszczają w eter oszalałe hipotezy. Pojechałem na miejsce, żeby napisać reportaż „Ostatnie 24 godziny Leppera". Biuro zajmował nielegalnie, wyrok eksmisyjny ciążył na nim od wielu miesięcy. Prąd i woda - odcięte za długi. Rzadko wychodził na ulicę, nawet parkingowy gnał byłego wicepremiera za niezapłacony abonament. Najwierniejsi z wiernych wciąż przychodzili do pracy, ale tylko, by odegrać przed przewodniczącym spektakl. Wertowali niepotrzebne papiery i udawali, że dzwonią gdzieś pilnie w służbowych sprawach. Kierowca nie miał już na paliwo do prywatnego rozklekotanego mercedesa, dawni posłowie i działacze nie chcieli pożyczyć ni grosza.

Wpatrywałem się w lustro w siłowni Leppera, w której powiesił się na haku od worka bokserskiego. Na szkle policjanci naszkicowali czerwonym flamastrem układ zwłok, w rozgardiaszu zapomnieli zetrzeć sugestywne rysunki. Przed oczami przemykały obrazy: szkic ciała, bar Jaś, szkic ciała, protest w szkole rolniczej, szkic ciała, wieś Zielnowo, szkic ciała, kolumna limuzyn na bydgoskim lotnisku. Już wiedziałem, dokąd blichtr władzy zaprowadził Leppera.

Niech życiorys Leppera będzie przestrogą dla wszystkich tych, którzy dzisiaj są pewni, że władza nigdy się nie kończy i ma tylko jasne strony. Lepper też był tego pewien, jeszcze bardziej niż wy.