Internetowy łowca skuteczniejszy w walce z pedofilią, niż potężna policyjna machina.
W ciągu kilku dni w Bydgoszczy policjantom udało się złapać dwóch pedofilów. Problem w tym, że to nie powołani do tego funkcjonariusze namierzyli groźnych przestępców seksualnych, a zwykli obywatele, pasjonaci, tzw. internetowi łowcy.
Czy dzieci i rodzice mają prawo czuć się w naszym mieście bezpiecznie? Gdzie są policyjni specjaliści od przestępczości internetowej?
Krzysztof Dymkowski to postać tragiczna. O metodach jego pracy wiadomo niewiele, i słusznie. Jeśli ma być skuteczny, nie powinien odsłaniać tajników warsztatu. Pedofilów ściga ponad 10 lat. Zaczęło się przypadkowo: 12-letnia córka koleżanki dziwnie się zachowywała, namówił więc matkę, by poszła z dzieckiem do psychologa. Okazało się, że dziewczynka była molestowana od szóstego roku życia przez ojca. W Dymkowskim obudził się gniew.
Pierwszego zboczeńca namierzył na forum internetowym, oferował w sieci zdjęcia nagich dzieci. Dymkowski zamówił jedną fotografię, dostał zdjęcie kilkuletniego chłopca bez ubrania. Poszedł na policję. Jakież było zdziwienie, kiedy pod wskazanym adresem namierzyli doktoranta Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. W domu miał 900 płyt z twardą dziecięcą pornografią i dwa twarde dyski pełne zdjęć nieletnich. Trafił do aresztu.
To tylko jedna z kilkudziesięciu akcji Dymkowskiego zakończonych sukcesem. Wsadził za kratki co najmniej 30 pedofilów. Ale kilka lat przed podjęciem tej krucjaty to on stał przed sądem i słuchał wyroku: pół roku w zawieszeniu za zelżenie Roma w internecie. Za grzechy przeprosił i wciąż pokutuje. - Byłem głupi, nigdy więcej nie wejdę w konflikt z prawem - mówi. Kiedy został skazany, stracił fuchę motorniczego. Teraz pracuje w zakładzie energetycznym.
W Bydgoszczy pomógł schwytać 50-latka. Wabik zarzucił na forum internetowym. Podawał się za gimnazjalistkę, nie świadomy zagrożenia zboczeniec łyknął haczyk, wprost składał propozycje seksualne. Do randki i seksu miało dojść w Focus Mall. Tam zamiast dziewczynki na pedofila czekali policjanci.
Dwa dni później, również w Focusie, na spotkanie z 14-letnią „Madzią" umówił się inny bydgoszczanin, tym razem 39-letni. Również nie miał pojęcia, że każdym kolejnym zboczonym mailem, którego wysyła, zaciska sobie pętlę na szyi. Żadnej "Madzi" nie było, podszywał się pod nią pan Krzysztof. Dlaczego wcielił się w rolę policjantów? Zirytował go bezczelny wpis na otwartym forum: "Zasponsoruję młodą dziewczynę". I postąpił w myśl scenariusza nakreślonego przez Dymkowskiego. Zawiadomił o wszystkim policję, pedofil wpadł jak śliwka w kompot.
Taka obywatelska postawa buduje. Są jeszcze ludzie wrażliwi na krzywdę, poświęcają swój czas i pieniądze na bezinteresowne działania dla dobra nas wszystkich. Ale z drugiej strony - wydajemy setki milionów złotych z podatków na podsłuchy i tzw. technikę operacyjną. Co się z tym sprzętem dalej dzieje?
Mamy restrykcyjne prawo, pluskwy XXII wieku, którymi można podsłuchać każdego i wszędzie, kamery nie obserwują nas już chyba tylko w toaletach, a i tego nie byłbym pewien. Więc jak to możliwe, że pedofilów musi namierzać chałupniczymi metodami były motorniczy tramwaju, albo inny przypadkowy internauta?
Na puentę idealnie nadaje się nieśmiertelny cytat z piosenki zespołu Dezerter: „Wszyscy walczą o pokój, aż się leje krew".
