Niewielu potrafi, tak jak Krzysztof Rutkowski, wykorzystywać media.

Data publikacji 09-lipiec-2017

Niewielu potrafi, tak jak Krzysztof Rutkowski, wykorzystywać media do swoich celów. Nie umiem pojąć, jakie przesłanki kierują ludźmi zatrudniającymi byłego ZOMO-wca do rozwikłania swoich problemów?

Weźmy przykład z naszego podwórka. Rutkowski został zatrudniony do wyjaśnienia gminnej seksafery w Dąbrowie Chełmińskiej. To tak, jakby rankę na kciuku leczyć przez zalanie jej kwasem siarkowym, kąpielą w wannie kwasu, zanurzeniem w siarkowym jeziorze. Ktoś, kto podsunął ten pomysł Dorocie Ratajczak, dyrektorce Gminnego Ośrodka Kultury i Sportu w Dąbrowie jest bitym faworytem do tytułu Szaleńca Dziesięciolecia.

Fakty: na drzewach i płotach w Dąbrowie rozwieszono nagie zdjęcia pani Doroty. Łatwo się domyślić, że we wsi liczącej 7 tys. mieszkańców taka podłość wymierzona w osobę publiczną to wydarzenie bez precedensu w całej jej historii. Ofiara zawiadomiła policję, to działanie jak najbardziej racjonalne. Wskazała, że za aferą może stać konkubina jej partnera, która wykradła mu komórkę z zawartością. Śledczy wzięli się do roboty, potencjalna podejrzana, pewnie nie bez związku ze sprawą, czmychnęła gdzieś z Dąbrowy i szukaj wiatru w polu. Postępowanie trwa, a we wsi wciąż huczy, co zdenerwowało wójta i radnych. Coraz głośniej przebąkują, że kończąca się w marcu umowa z panią dyrektor to świetny pretekst do wymiany i uspokojenia nastrojów.

I w tym momencie do gry wchodzi szeryf Rutkowski, były ZOMO-wiec i detektyw, aktualnie medialny showman. Celebryta otoczony gośćmi w kominiarkach zamiast badać temat w zaciszu dąbrowskich lasów, zaprasza dziennikarzy na briefing prasowy do hotelu Pod Orłem. Po jaki czort? Obok pana z najdziwniejszą fryzurą w tym kraju siada dyrektor Ratajczak ze swoim partnerem.

I tak brudy dotychczas prane przed spożywczakiem w Dąbrowie, trafiają pod każdą polską strzechę. Brukowce i tzw. telewizje interwencyjne dostają proch do swojego kolejnego serialu.

Ten ekosystem tak działa.

Rutkowski, mimo braku licencji detektywa, niekończącej się litanii skandali, kryminalnych epizodów, wciąż jest bohaterem tabloidów, bo przynosi na tacy kąski takie, jak historia pani Doroty. Ona sama weszła na grilla, na którym brukowi kucharze będą smażyć ją tak długo, dopóki pan detektyw nie podsunie innego świeższego kąska. Z reguły taki czas grillowania trwa kilka tygodni. Po tym lud się już nudzi.

Po co to było Dorocie Ratajczak? Nie wiem, może tak funkcjonuje człowiek w emocjach? Na własną prośbę doprowadziła do rozdmuchania gminnego skandaliku w brukową aferę ogólnopolską z wszystkimi tego konsekwencjami. Straciła mnóstwo pieniędzy, pakiet usług Rutkowskiego z konferencją prasową w bydgoskim hotelu nie jest tani. Niebawem straci pracę, po show z detektywem w roli głównej wójtowi nawet nie zadrży ręka.

Kiedy kurz w tabloidach opadnie, pani Dorota boleśnie sobie uświadomi, że jest ofiarą nie tylko osoby, która wykradła i rozwiesiła jej nagie zdjęcia. Brukowce jej nie pomogą, tylko przemielą historię z prowincjonalnej Dąbrowy i wydalą, czyli zrobią to, czego oczekuje ich czytelnik. Zostanie z tym sama. Detektyw Rutkowski będzie już w innym miejscu Polski zajęty szukaniem nowego wsadu do brukowego kociołka. A ulica, szczególnie ta na prowincji, nie zapomina nigdy.