Lata między wojnami nie były tylko słodkie. Dużo więcej w nich goryczy.
Jaki okres w dziejach ma najlepszy PR? Międzywojnie. Słysząc o latach 1918-1939 widzimy wspaniałe rauty, elegancko ubrane panie, gentlemanów w surdutach, z rzeźbionymi parasolkami, stylowe samochody. Dzięki takim obrazom większość z nas żyje w przekonaniu, że Bydgoszcz międzywojenna była miastem mlekiem i miodem płynącym, życie toczyło się wokół głównych ulic pełnych sklepów z luksusową konfekcją i precjozami. Panie, zmęczone zakupami, siadały w kawiarniach i, popijając pyszną kawę, dumały o podróżach, przegryzając przy tym pyszne ciasteczka. Panowie godzinami palili cygara, grali w szachy i rozgrzewali się kieliszkiem Baczewskiego. Jak grzyby po deszczu powstawały nowe fabryki, zdobione kamienice i przybytki kultury. Dobrzy kapitaliści dawali nie tylko pracę, ale i rozbudowany socjal.
Tyle widać na pocztówkach, a z racji niewielkiej liczby aparatów fotograficznych w tamtych czasach, na nie jesteśmy skazani. Jeśli wgłębimy się w historyczne źródła, odłożymy na bok emocje, zobaczymy inny obraz.
W międzywojennej Bydgoszczy powszechne były bieda, bezrobocie, wyzysk pracowników przez kapitalistów, zacofanie edukacyjne, przestępczość. Kwitła prostytucja, zarówno w burdelach (kilkudziesięciu), jak i na ulicach. Nierządem trudniły się głównie dziewczęta, które przyjeżdżały ze wsi i nie znalazły lepszej pracy. Policyjne statystyki pełne były nie tylko przestępstw pospolitych, jak kradzieże czy włamania, ale również morderstw, w tym dość powszechnego dzieciobójstwa. Martwe noworodki znajdowano w kanalizacji, dołach kloacznych, parkach (prym wiódł park Kochanowskiego).
Po głównych ulicach można było chodzić swobodnie, ale raczej nie po zmroku. „Dziennik Bydgoski" przestrzegał: „Rozbestwienie amatorów cudzej własności na cichym i spokojnym bruku bydgoskim przybiera niekiedy formy, których nie powstydziłoby się Chicago czy nawet peryferia amerykańskie. Czy w Bydgoszczy nawet na chwilę nie można opuścić mieszkania?".
Kronika kryminalna z jednego dnia: ukradli sześć kur, ukręcając im łby (ul. Kossaka); aparat radiowy, maszynę do pisania, słuchawki (kino „Nowości"); 19 centnarów siana (ul. Kowalska); 4 króliki i płaszcz (ul. Gdańska). W mieście istniała nieformalna szkoła złodziejska, gangi wyspecjalizowane w poszczególnych branżach. Najwyżej w hierarchii byli kasiarze obrabiający sejfy, najniżej - złodzieje zwierząt hodowlanych, plaga ówczesnej Bydgoszczy. Śledczy długo nie mogli wytropić grupy pajęczarzy, amatorów bielizny, głównie damskiej, suszącej się na strychach. W 1921 roku w końcu rozbili 23-osobową szajkę.
Dużo groźniejsze były jednak zorganizowane bandy, ich ofiarami padali ludzie przyjeżdżający do miasta w interesach. Przy szosie Nakielskiej zamordowano w 1921 roku dwóch kupców: Jasińskiego i Wejnę. Szajka niejakiego Janduły terroryzowała - od roku 1925 - przybyszów wjeżdżających od strony Szosy Gdańskiej.
Międzywojenna Bydgoszcz nie była bardziej niebezpieczna od innych polskich miast. Przestępczość na wielką skalę zżerała w takim samym stopniu Warszawę, Kraków, Kielce, Lwów, Poznań czy Grodno. Gdyby porównać tamte lata do dzisiejszych, żyjemy w spokojniejszych czasach. Wtedy na 100 tys. Polaków statystycznie ginęło sześć osób rocznie. Dzisiaj ten wskaźnik wynosi 1,35.
Marzy mi się, żeby ktoś pierwszą uczciwą książkę o międzywojennej Bydgoszczy. Nie oblaną kiczowatym lukrem laurkę, tylko kawał literatury o prawdziwym życiu.
