Policja zamiata pod dywan pobicie na komisariacie w Fordonie. Komendant miejski do dymisji!

Data publikacji 13-listopad-2017

Po śmierci Igora Stachowiaka na komendzie we Wrocławiu słyszeliśmy zapewnienia, że zmienią się standardy, takie sytuacje więcej nie będą miały miejsca. Mają, i to na naszym podwórku. Nie dajmy się zwieźć i żądajmy dogłębnego wyjaśnienia tej afery!

Co się wydarzyło w Fordonie 5 listopada? Trudno powiedzieć, mamy dwie wersje zdarzeń.

Pewne jest, że patrol policyjny przywozi na komisariat braci P., którzy wracali pieszo z zabawy w Solcu Kujawskim. Zostali zatrzymani kilkaset metrów od swojego domu. Według policji – za picie alkoholu w miejscu publicznym, według braci – bez powodu.

Funkcjonariusze upierają się, iż panowie byli agresywni, stawiali opór, grozili im. Druga strona odpiera: „nic takiego nie miało miejsca, po prostu szliśmy ulicą, byliśmy trzeźwi”.

Na komisariacie policjanci mają w toalecie pobić do nieprzytomności jednego z zatrzymanych. Nie potwierdza tego lekarz dokonujący oględzin, jednak, co warto podkreślić – to medyk ze szpitala Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Zdjęcia mężczyzny nie pozostawiają wątpliwości: ktoś stłukł go na kwaśne jabłko.

Od tego momentu zaczyna się mataczenie policjantów. Oświadczają, iż zatrzymany sam uderzył głową o futrynę, stąd obrażenia. Trudno sobie wyobrazić, jak musiałby walnąć, żeby pod dwoma oczami, niemal symetrycznie, mieć czarne sińce? Tłumaczenie funkcjonariuszy nie brzmi wiarygodnie.

Do akcji wkraczają dziennikarze i Biuro Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji. Prokurator zabezpiecza monitoring, przesłuchuje braci i funkcjonariuszy pełniących służbę feralnej nocy. Nie czekając na ustalenia śledczych odwołany zostaje zastępca komendanta fordońskiego komisariatu.

Co dalej z tą bulwersującą sprawą? Przecież po śmierci Igora Stachowiaka na komendzie we Wrocławiu słyszeliśmy zapewnienia, że zmienią się standardy, takie sytuacje nie będą miały miejsca. Dlaczego więc zastępca z Fordonu musiał odejść, skoro wszystko było w porządku, a zatrzymany sam uderzył głową o futrynę?

Nie dajmy się zwieźć i zamieść afery pod dywan. Dymisje, jak najbardziej, są konieczne, jednak na dużo wyższych szczeblach, niż wiceszef komisariatu. Odpowiedzialność za działalność policji w Bydgoszczy spoczywa co najmniej na komendancie miejskim, jeśli nie wojewódzkim.

Ogromną rolę mają do spełnienia media, dzięki którym ta sprawa ujrzała światło dzienne. Musimy wszyscy, ponad podziałami, domagać się prawdy o wydarzeniach w Fordonie, szczególnie w tym momencie dziejów.

Silna władza to pokusa, również u tych, którzy powinni stać na straży prawa. Opinia publiczna musi zawczasu dać im po łapach.