Jasnowidz Jackowski – pasożyt, żywi się ludzkim nieszczęściem.
Nie potrafię wczuć się w sytuację osoby, której zaginął ktoś bliski, ale jedno wiem na pewno: jasnowidz Krzysztof Jackowski nie pomoże tego kogoś odnaleźć. Powód jest prosty: ten facet nie ma żadnych nadprzyrodzonych zdolności, jest zwyczajnym cwaniakiem, wykorzystuje desperację ludzi do zarobienia paru groszy.Przedziwne, że media wciąż go promują. Jesteś jakoś w stanie przeżyć zainteresowanie tym tokarzem z wykształcenia panujące w tabloidach. Dlaczego te tandetne przypowiastki cytują z taką ochotą poważne portale internetowe, tego pojąć nie potrafię. Przecież pisząc o rzekomych sukcesach cudotwórcy z Człuchowa", potęgują ludzkie nieszczęście.
Przekonała się o tym rodzina Mirosława K., bydgoszczanina, który wyszedł z domu i nie wrócił. Najbliżsi słusznie zaalarmowali policję oraz - niezbyt rozsądnie - jasnowidza Jackowskiego. Ponad stu chłopa ruszyło do przeczesywania podbydgoskich lasów, a oszuścik Jackowski do rysowania swoich urojeń na kartce. Zasugerował, że ciało mężczyzny jest gdzieś w okolicach Osówca. Mogę sobie tylko wyobrazić, jaki klimat zapanował w domu po ogłoszeniu tych rewelacji.
Dwaj policjanci biorących udział w poszukiwaniach, już po służbie, wracając do domów, zauważyli człowieka idącego poboczem w okolicy wsi Włóki. Intuicja ich nie myliła - to zaginiony Mirosław K., poznali go, mimo że podawał inną tożsamość. Jak się mają Włóki do Osówca? Mniej więcej tak jak Jackowski do proroka.
Komenda Główna Policji precyzyjnie zbadała tzw. wskazania Jackowskiego, czyli przypadki, w których miał okazać się pomocny (według samego siebie i tabloidów). Raport jest dla maga druzgocący - na pół tysiąca zdarzeń nie pomógł w żadnym. Od lat przestrzega więc przed nim wielu funkcjonariuszy, wprost nazywając "najsłynniejszego obywatela Człuchowa" oszustem.
Problem w tym, że jego szwindle trudno przełożyć na dowody kryminalne. Ludzie, od których skasował pieniądze za rzekomą pomoc, nie chcą zeznawać przeciw niemu na policji. Jeśli już się decydują, nie mają żadnych pokwitowań ani umów. Przecież nikt nie myśli o czymś takim w momencie, kiedy szuka ostatniej nadziei na odnalezienie żywego dziecka czy rodzica.
W ciągu ostatnich 20 lat gazety pisały o Jackowskim tysiące razy, powstało kilkaset programów TV, kilkadziesiąt filmów dokumentalnych w kilku językach, trzy prace magisterskie, trzy książki, jeden doktorat. Jego pomoc miała "okazać się kluczowa" w rozwikłaniu setek spraw kryminalnych, najczęściej morderstw. Czy rzeczywiście była?
Z badań przeprowadzonych przez Komendę Główną wynika, że ilość spraw, w których tzw. jasnowidze mieli być pomocni, waha się w granicach błędu statystycznego.
Niech zakończona happy endem przygoda bydgoskiej rodziny K. nie pójdzie na marne. Wyciągnijmy z niej wnioski. Od poszukiwania zaginionych są policja, straż pożarna, ewentualnie Fundacja Itaka, a nie bajarz, żerujący na ludzkim nieszczęściu. Warto, żeby o tym pamiętali również dziennikarze. Gdyby media nie powielały bzdur o jasnowidzu, rodzina K. nigdy by się do niego nie zgłosiła, bo skąd miała wiedzieć o istnieniu kogoś takiego w Człuchowie?
